Trzy czwarte australijskich psychologów zajmujących się ADHD zapewnia, że trzyma się oficjalnych wytycznych diagnostycznych. Rzeczywistość wygląda inaczej. Zespół z University of Wollongong przetestował wiedzę 322 klinicystów. Jedynie 31,6 procent z nich poprawnie wskazało pełny zestaw kryteriów rozpoznania ADHD. Prawie co czwarty uznał za objaw ADHD cechę, która do tego zaburzenia w ogóle nie należy. Efekt tej rozbieżności odczuwają pacjenci, których objawy przypominają lęk, depresję czy problemy ze snem. Czy to tylko problem w Australi?
Naukowcy z Wollongong prześwietlili wiedzę psychologów
Zespół badaczy zapytał 322 psychologów zaangażowanych w diagnozowanie lub leczenie ADHD, jak wygląda ich codzienna praktyka. Badanie prowadziła Clare O’Toole ze School of Psychology na University of Wollongong wraz z zespołem. Wyniki trafiły do czasopisma „Australian Psychologist” na początku tego roku.
Ankieta była anonimowa i internetowa, co miało zachęcić do szczerych odpowiedzi zamiast prezentowania się w dobrym świetle. Naukowcy ograniczyli próbę do psychologów, bo psychiatrzy i pediatrzy odpowiadali zbyt rzadko, a samych psychologów zajmujących się ADHD jest w Australii najwięcej. Autorka przyznaje jednak, że ankietowani mogli nie pamiętać dokładnie przebiegu własnych badań.
Narzędzia diagnostyczne różnią się od gabinetu do gabinetu
Niemal wszyscy ankietowani przeprowadzają wywiad z pacjentem i zbierają historię rozwojową, korzystając też z samoopisu w 87 do 97 procent przypadków. Rzadziej sięgają po relacje innych osób, na przykład partnera czy rodzica, bo robi to od 75 do 89 procent badanych. Testy psychometryczne stosuje mniej niż połowa, a oceny medyczne, które mają wykluczyć inne przyczyny objawów, pojawiają się w praktyce skrajnie nierówno, od zera do 68 procent.
Pełną ocenę zdrowia psychicznego pacjenta robi trzech na czterech psychologów, a choroby mogące dawać podobne objawy sprawdza niespełna jeden na trzech. Żaden z ankietowanych nie zgłosił wykonywania oceny sensorycznej, mimo że wytyczne zalecają wykluczenie problemów ze wzrokiem czy słuchem. Bez tego elementu trudniej odróżnić ADHD od zaburzeń, które tylko przypominają jego objawy.
Deklaracje psychologów rozjeżdżają się z praktyką
Trzy czwarte badanych zapewniło, że zawsze trzyma się wytycznych, a kolejna grupa przyznała, że robi to przynajmniej czasami. Gdy naukowcy porównali te deklaracje z opisem realnie stosowanych metod, wytyczne w pełni spełniało mniej niż połowa ankietowanych. Zapewnienie psychologa o przestrzeganiu standardów i to, co faktycznie dzieje się w gabinecie, to niekoniecznie to samo.
Dla pacjenta konsekwencja jest praktyczna. Zamiast polegać na ogólnym zapewnieniu, warto dopytać, jakie elementy obejmie konkretna ocena, zanim umówi się wizytę. Taką radę formułuje sama O’Toole, wskazując pytanie o zakres badania jako pierwszy krok przed rezerwacją terminu.
Test kryteriów ADHD oblało większość badanych
Naukowcy przedstawili ankietowanym pełną listę kryteriów ADHD wymieszaną z jednym warunkiem należącym w rzeczywistości do specyficznych trudności w uczeniu się. Zadanie polegało na wskazaniu wszystkich prawdziwych kryteriów i odrzuceniu tego, które do ADHD nie pasuje. Poprawnie wykonało je 31,6 procent badanych, czyli niespełna jedna trzecia.
23 procent badanych błędnie zaliczyło obcy objaw do zestawu kryteriów ADHD. Czterech na dziesięciu nie rozpoznało też, że objawy muszą odbiegać od tego, co typowe dla wieku i etapu rozwoju pacjenta. Taka pomyłka może prowadzić do diagnozy u kogoś, kto formalnie nie spełnia warunków rozpoznania.
Skutki odczuwają przede wszystkim pacjenci, których objawy przypominają lęk, depresję lub skutki traumy. Podobne ryzyko dotyczy osób z problemami ze snem, chorobami tarczycy oraz zaburzeniami wzroku, słuchu czy uczenia się.
Diagnoza w Australii kosztuje krocie i trwa miesiącami
Ten sam zespół z Wollongong sprawdził też dostępność diagnozy ADHD, publikując wyniki w lutym tego roku w piśmie „Journal of Attention Disorders”. Naukowcy zatelefonowali do 736 gabinetów oferujących diagnozę ADHD w całej Australii, podszywając się pod pacjentów szukających wizyty. Odpowiedziało 59 procent kontaktowanych placówek, a termin na diagnozę udało się umówić w niespełna połowie przypadków.
Średni czas oczekiwania na diagnozę wyniósł siedem tygodni u psychologów. U psychiatrów sięgnął szesnastu tygodni, a u pediatrów trzydziestu jeden tygodni.
Całkowity koszt diagnozy sięgnął średnio 1622 dolarów u psychologów. U psychiatrów wyniósł 1163 dolarów, a u pediatrów 598 dolarów. Krótszy czas oczekiwania u psychologów szedł więc w parze z wyższą ceną, podczas gdy u pediatrów było odwrotnie.
O’Toole zwraca uwagę, że w Australii nie obowiązują odgórne wymogi co do zakresu badania ani limit opłat, więc pacjenci trudno oceniają, za co właściwie płacą.
Część systemu publicznego teoretycznie oferuje bezpłatną diagnozę, ale w praktyce popyt rośnie szybciej niż liczba dostępnych specjalistów. W praktyce prywatna wizyta pozostaje jedynym sposobem na szybszy termin, mimo wyższych kosztów.
Systemowe zmiany nadchodzą bez wspólnego standardu
Od niedawna Nowa Południowa Walia pozwala przeszkolonym lekarzom rodzinnym diagnozować i leczyć ADHD. Podobne rozwiązanie wprowadziła Wiktoria, dołączając do Queenslandu, gdzie taka możliwość istniała już wcześniej. Inne stany rozważają podobne rozwiązania, licząc na skrócenie kolejek do specjalistów.
Australijskie Stowarzyszenie Profesjonalistów ADHD opublikowało wytyczne kliniczne w 2022 roku, ale ich stosowanie w praktyce pozostaje nierówne. Bez krajowego standardu psychiatrzy nie zawsze ufają ocenie wykonanej przez psychologa, co prowadzi do powtarzania badań i dodatkowych kosztów.
W Polsce diagnozę utrudniają kolejki i rozrzut cen
Sytuacja w Polsce przypomina australijską pod względem rozbieżności cenowych i czasu oczekiwania. Diagnoza psychologiczna dla osoby dorosłej kosztuje zwykle od 550 do 800 złotych, a pełny pakiet z konsultacją psychiatryczną kosztuje do 2800 złotych. W ramach Narodowego Funduszu Zdrowia czeka się miesiącami, w niektórych placówkach ponad rok.
Standardem w Polsce staje się ustrukturyzowany wywiad DIVA-5, zgodny z kryteriami DSM-5, tymi samymi, które sprawiły trudność australijskim psychologom. Test przeprowadzony w Wollongong nie objął polskich specjalistów, ale kryteria diagnostyczne, z którymi mierzyli się ankietowani, obowiązują też nad Wisłą.

